Why so serious?
09.03.2009 | film viral web„Mroczny Rycerz” pojawił się w kinach w lipcu 2008 r. Premierę filmu poprzedziła olbrzymia kampania wirusowa, która rozpoczęła się rok wcześniej i objęła swoim zasięgiem m.in. internet, mobile i specjalne eventy w największych miastach w USA.
Poniżej wideo, które prezentuje najważniejsze fragmenty całej akcji:
Kampanię, na zlecenie Warner Bros., zaplanowała i zrealizowała firma 42 Entertainment.
Bardzo się cieszę, Łukasz, że to publikujesz.
Warto dodać, że 42entertainment obok CampfireMedia to światowi pionierzy w dziedzinie tzw. immersive entertainment. Uznawani są za twórców gatunku ARG (alternate reality gaming) a ich kampanie „I love bees” czy „The beast” przeszły do klasyki. Znowu zapytam: kiedy wreszcie przyjdzie czas, w którym polscy marketerzy zaczną poważnie myśleć o tego typu kampaniach?
W ubiegłym roku prezentowaliśmy koncepcję ARG klientowi w Niemczech i mimo że ostatecznie się na nią nie zdecydował (z pozamerytorycznych powodów), to przynajmniej prezentacja wywołała żywe zainteresowanie i rozmowę na temat szczegółów implementacji.
W Polsce szczytem innowacji jest niestety wypuszczenie przeciętniutkiej N1ckoli i intensywne promowanie jej displayem w kanałach Agory (nic dziwnego skoro Agora za tym stoi :)), czyli tzw. „top to bottom approach” zamiast o wiele bardziej wciągającego i efektywnego kosztowo „bottom to top”, w którym to sami odbiorcy są tak zaangażowani w dystrybucję świetnego kontentu, że zakup mediów przestaje być kluczowy.
O 42 Entertainment usłyszałem po raz pierwszy podczas Cannes Lions w ub. roku, za świetny projekt dla Nine Inch Nails zgarnęli wówczas statuetki Grand Prix (kategoria Viral Advertising) i Silver Lion (Interactive Campaigns).
Case study:
http://www.42entertainment.com/yearzero/
–
Mam nadzieję, że doczekamy się w niedalekiej przyszłości podobnych projektów już na polskim podwórku. Tomek, do dzieła! :)
Jeśli wspólnymi siłami będziemy nadal „ewangelizować” polskich marketerów to kto wie… może niedługo klienci polskich agencji zaczną się otwierać na takie rozwiązania. Ja nadziei nie tracę ;)